Byliśmy świadkami historii…

Zupełnie niedawno nasz naród dotknęła tragedia. Data – 10 kwietnia.2010r. – na pewno przejdzie do historii. Nasza szkoła zorganizowała apel. na którym uczciliśmy Katyński dramat oraz Smoleńską katastrofę lotniczą. Przyświecała nam myśl:
NIE UMIERA TEN, KTO ŻYJE W NASZEJ PAMIĘCI”

Przedstawione zostały również pierwsze odczucia licealistów z nią związane. Oto jedno z nich:

„W momencie, kiedy dotarła do mnie wiadomość z 10 Kwietnia o katastrofie, która miała miejsce w Smoleńsku, nie mogłam w to uwierzyć. W moich oczach pojawiły się łzy, były to łzy pełne żalu i smutku. Jest to niebywale największa tragedia, która dotknęła naród polski. Ludzie pogrążeni są w głębokiej rozpaczy, niektórzy milczą, inni zaś próbują stworzyć pozory, że nic się nie stało. Lecz stało się!
Jest to swojego rodzaju „test” dla nas. Czy na pewno czujemy się patriotami? Na ile kochamy tak naprawdę naszą Ojczyznę-Polskę? Prezydent- Lech Kaczyński –nasza głowa Państwa, wraz z małżonką Marią, wspaniali ludzie. Szkoda, że docenieni dopiero po tak tragicznej śmierci. Dla większości ludzi jest to drugi Katyń. Polska długo nie będzie w stanie podnieść się z tak dramatycznego wydarzenia. Dla odbudowy potrzebny jest czas, miejmy nadzieję, że on uleczy nasze rany. Nasuwa mi się pewne pytanie- Kto się nami zaopiekuje? Niech Bóg ma nas w opiece.”
Ten dzień od początku zapowiadał się „inaczej” niż wszystkie inne. Pobudka około 4 rano, aby przygotować suchy prowiant, później chwila na zapakowanie ciepłych ubrań w przypadku zmiany pogody, parzenie herbaty. O godzinie punkt 5:00 zbiórka pod osiedlowym sklepem. Wyjazd około godziny 6 z powodu spóźnienia naszych koleżanek. Świetnie przyczyniło się to do rozładowania napięcia, które i tak było wysokie. Moment wjazdu do naszej stolicy był przełomowy. Przed naszymi oczami pojawiła się smutna, płacząca Warszawa. Nasza grupa licząca 23 osoby plus troje opiekunów wolnym krokiem ruszyła w stronę Krakowskiego Przedmieścia. Ustawiliśmy się w kolejce około godziny 9 . Palące słońce jeszcze bardziej podgrzewało atmosferę. W pewnym momencie czekanie przeszło w monotonię, posuwaliśmy się o krok do przodu w ciągu kilkunastu minut. Na szczęście, oprócz czekania, była również część poznawcza i rekreacyjna. Spacer uliczkami Starówki, modlitwa w Archikatedrze i zwiedzanie jej podziemi, w których spoczywają m.in. prezydent G.Narutowicz, Król S. A. Poniatowski i H.Sienkiewicz.
Te wszystkie nieznane dla nas smutne twarze, hałas na ulicach, żołnierze maszerujący pod linijkę, służby bezpieczeństwa oraz niecodzienny wystrój stolicy pozostanie w
naszych wspomnieniach do końca życia.
Niestety, według mnie, brak początkowej organizacji władz doprowadził do tego, że czekanie nie miało końca.
W odległości około 200 metrów od Pałacu ścisk stał się ogromny. Trzeba było nie lada kondycji, żeby wytrzymać ten czas.
Mijały kolejne godziny, a my ciągle w nieogarnionym tłumie. Po 10 godzinach wszystkich zaczęło dopadać zmęczenie, harcerki częstowały gorącą herbatą, która była małym zbawieniem dla nas z powodu dużego chłodu, który zaczął nam doskwierać.
Na dworze zapanował półmrok, który idealnie wpasował się w tło. Około godziny 20 dotarliśmy.
Przed naszymi oczami ukazał się w pełnej okazałości Pałac Prezydencki,na placu ustawione były znicze, które dały niesamowite ciepło, następnie przechodziliśmy obok kwiatów, ofiarowanych dla zmarłych w tej tragedii.
W powietrzu utrzymywała się ich woń. . Tuż przed pałacem stało dwóch żołnierzy, wzrok ich skierowany był przed siebie. Nigdzie indziej. W Pałacu czas się zatrzymał, jakby zły sen. Muzyka, zapach, Twarze ludzi .Czerwony dywan na środku prowadzący do trumien postawionych po naszej prawej i lewej stronie. Łzy same uwalniały się z naszych oczu. Jest to niezapomniany widok. Zdjęcia ofiar. Czym ci ludzie zawinili, że musieli zginąć?.
Schody prowadzące w górę i te dwie trumny, w których pochowana została prezydencka para…
Trudno jest to opisać słowami. Poczułam się prawdziwą patriotką, musiałam jechać do Warszawy, aby poczuć to na własnej skórze oraz być tego świadkiem. Wierzcie mi, nie można porównać tego do oglądania transmisji w telewizji.
W drodze powrotnej do autokaru nasza grupa była wyczerpana. Emocje, napięcie i zmęczenia dawało nam się we znaki. Według mnie był to pewien punkt zwrotny w naszym życiu. Da nam to wiele do myślenia, aby zmienić się na lepsze. Trasa Warszawa-Lublin. Wszystkich zmorzył sen. Obudziłam się przed Lublinem, niestety, organizm podpowiadał mi tylko jedno – sen. Lecz nasza wizyta snem nie była.
Warto było”.

Natalia Michalak klasa I”b” LO