Licealiści się integrują, czyli… odkrywamy Krężniczankę

Może nazwa Krężniczanka z pozoru nie mówi przeciętnemu uczniowi za dużo. Jednak utrwali się w naszej pamięci, bo to, co robiliśmy tam 3 października podczas wycieczki integracyjnej klas II a i II c LO, było czymś naprawdę przyjemnym a nawet z pełną odpowiedzialnością mogę rzec – fantastycznym.

Rano spotkaliśmy się wszyscy pod szkołą i ruszyliśmy w drogę autobusem. Kiedy szliśmy z końcowego przystanku „8”, nie wszyscy byli zadowoleni. Niektórzy obawiali się, że wycieczka przeistoczy się w pieszy koszmar (nawiasem mówiąc, przy okazji zobaczyliśmy, jak pracują polscy rolnicy i poznaliśmy uroki mieszkania na wsi). Po kilku chwilach, gdy dotarliśmy na miejsce, okazało się jednak, że to tylko pozory. W tajemniczej jeszcze Krężniczance, czyli ośrodku, w którym mieliśmy spędzić czas, już na nas oczekiwano. Na początku zobaczyliśmy przygotowane ognisko i ławki, na których w mgnieniu oka zabrakło miejsc. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się, aż w końcu zaczęliśmy grać w siatkówkę. Z racji tego, że obok naszego namiotu znajdowała się rzeczka, nie do pomyślenia było, żeby piłka w niej nie wylądowała. Jeden z chłopców zadbał
o dodatkową atrakcję i uderzył tak mocno, że nieoczekiwanie piłka odleciała. Na szczęście poradziliśmy sobie z tym niewielkim utrudnieniem i wyłowiliśmy ją. Kiedy nadeszła pora zabaw integracyjnych przy ognisku, byliśmy podekscytowani. Pierwsza z nich polegała na tym, że kolejno wszyscy musieli powiedzieć swoje imię i powtórzyć imiona siedzących z lewej strony – zaczynając od tego, kto siedział najdalej. Okazało się, że mamy nawet niezłą pamięć. Z pozoru może wydawać się to niezbyt skomplikowane, jednak niektórych znaliśmy do tej pory tylko z pseudonimów, którymi posługiwali się w szkole! Inna zabawa była w stylu głuchego telefonu, tyle że główni jej uczestnicy to 5 kreatywnych osób, które się zgłosiły. Odeszły one od grupy i czekały, aż wymyśli ona zadanie do naśladowania. Zgadywaliśmy, śmialiśmy się i podziwialiśmy pomysłowość pokazujących – nie wolno było nic mówić. Po kilku jeszcze innych zabawach przyszedł czas na pieczenie kiełbasek. Później poszliśmy na krótki spacer, a po powrocie korzystaliśmy z trampoliny, huśtawek, robiliśmy zdjęcia, żartowaliśmy. Świetną zabawę mieliśmy, grając w „ziemniaka”. Wszyscy wiedzą na czym ta gra polega? Zgodnie z zasadami odbijaliśmy piłkę w kole, a ten kto skusił, musiał wejść do środka i złapać piłkę. W grze uczestniczyła również Pani od informatyki.
Czas integracji, a tym samym świetnej zabawy, minął niespodziewanie szybko.
Z wielkim żalem wyruszyliśmy w drogę powrotną. Nasza wycieczka zakończyła się, lecz dzięki niej mieliśmy okazję lepiej się poznać, a to z pewnością wpłynie pozytywnie na wzajemne relacje i będzie stanowiło doskonały początek czegoś nowego.

Kamila, klasa II c LO