Wizyta Comeniusa w Hiszpanii

W dniach 25 XI – 4 XII 2011 uczniowie naszego liceum Kamila Gębała, Wiktoria Tarasowska (II c), Dawid Jakimiec (III a) i Wojciech Łoś (I a) uczestniczyli w kolejnym wyjeździe zagranicznym do Hiszpanii w ramach projektu Comenius „Her Story”. Opiekunami wyjazdu byli Pani Dyrektor Urszula Łapińska-Łubniewska, Małgorzata Wrona, Grażyna Polakowska-Łaszkiewicz, Dariusz Rał i Robert Wróblewski. Pierwsze kilka dni grupa spędziła w Madrycie zwiedzając Muzeum Prado, katedrę, pałac królewski, Stare Miasto, Muzeum Morskie, stadion Realu Madryt i wiele innych ciekawych miejsc. Później pojechaliśmy do Valladolid gdzie zostaliśmy przyjęci przez uczniów współpracujących z nami w projekcie. Przygotowali oni wspaniały program artystyczny, zwiedzaliśmy szkołę, uczestniczyliśmy w lekcji flamenco, prezentowaliśmy swoje prace oraz uczestniczyliśmy w lekcji przygotowanej przez nauczycieli z Niemiec. Poza tym zwiedzaliśmy Valladolid, uczestniczyliśmy w zajęciach sportowych oraz imprezach zorganizowanych przez naszych gospodarzy. Ostatnie dni to czas relaksu i zwiedzania. Obejrzeliśmy dwa wspaniałe miasta: Segowię i Salamankę. Oba wywarły na nas wielkie wrażenie i mieliśmy okazję podziwiać m.in. akwedukt, starą warownię, piękne katedry czy najstarszy uniwersytet w Hiszpanii. Wrażenia uczniów niech oddadzą ich relacje.

Wspomnienia z wyjazdu

Uczestniczyliście kiedyś w wymianie międzynarodowej? Jeśli nie to czas to nadrobić. Może przekona Was moje wspomnienie hiszpańskiej przygody.
Mroczny ale dość ciepły poranek, koniec listopada 2011 roku, Lublin (ok. 5.30). Dobre humory i pierwszy etap podróży przed uczniami i nauczycielami naszego liceum wyjeżdżającymi w ramach programu Comenius. Mgła nad Okęciem i pytanie – lecimy dzisiaj czy nie? Potem odprawa, odlot i pierwsze kroki w Madrycie, na hiszpańskiej ziemi.
Po zakwaterowaniu ruszyliśmy poznać miasto, jednak brakło nam sił i musieliśmy wracać do hotelu. Pierwsze obserwacje – niecodzienny dla nas ogromny ruch, hałas, strażnicy porządku. Przez kolejne cztery dni zwiedzanie przepięknego miasta. Było na co popatrzeć – zwiedzaliśmy Muzeum Prado, pałac, Muzeum Morskie, katedrę, Stare Miasto, odwiedziliśmy Don Kichota, byliśmy w palmiarni i innych niezwykłych miejscach. Była kultura, był i sport. Nie zgadniecie… Znaleźliśmy się na meczu Ligi Mistrzów w piłce ręcznej między drużynami VIVE Kielce i ATLETICO Madryt. Na tym nie koniec sportowych rozrywek – byliśmy także na … stadionie Realu Madryt! Zajadaliśmy hiszpańskie specjały i delektowaliśmy się atmosferą miasta.
Kolejny etap to pobyt w miejscowości Valladolid, gdzie byliśmy przyjmowani przez nasze hiszpański rodziny. Tam spędziliśmy kolejne fantastyczne dni. Podczas nich mogliśmy poznać bliżej kulturę tego kraju (np. uczyliśmy się tańczyć flamenco), samodzielnie robiliśmy pamiątki, uczestniczyliśmy w prezentacjach i lekcjach wspólnie z wszystkimi członkami wymiany – oprócz Hiszpanów i nas byli to Niemcy, Finowie i Włosi. Niezapomnianych wrażeń dostarczyła nam wizyta na lodowisku i udział w treningu sztuk walki. Wybraliśmy się też na wycieczki do Segowii (niesamowity zamek!) i Salamanki, gdzie odwiedziliśmy m.in. najstarszy hiszpański uniwersytet. Poznaliśmy nowych ludzi, z którymi miło i wesoło spędzaliśmy czas. Zawarliśmy też nowe przyjaźnie. A wieczorami wybywaliśmy na imprezy…
Co mnie urzekło w Valladolid (oprócz tego, o czym już napisałem wcześniej)? Rodzina, u której mieszkałem przez tych kilka dni. Otwarci, serdeczni ludzie, którzy stworzyli mi prawdziwie domowe warunki. Dzięki nim mogłem poznać hiszpański tryb życia, pyszne typowe domowe potrawy serwowane przez hiszpańską mamę – z gorącymi kolacjami około godziny 22. na czele.
Czas minął bardzo szybko. Były pożegnania, podróż powrotna i powitania z rodzinami. Pozostały wspomnienia, zdjęcia i kontakty. Z większością naszych zagranicznych przyjaciół zobaczymy się za kilka miesięcy w Polsce.

Wojtek Łoś I a

Piękny dzień 25 listopada, dzień naszego wyjazdu. Pora wstawać, czyli zbiórka o 5.30 pod kościołem Jana Pawła II. Poranek okazał się dosyć zimny ale bez opadów. Najpierw pojechaliśmy do Warszawy, z niej do Madrytu, a po Madrycie następnym celem był Valladolid. Na roboczą wizytę Comeniusa pojechało 9 osób – uczniów i nauczycieli z naszej szkoły. Po długiej 3-godzinnej podróży z wybitnymi sportowcami piłki ręcznej(akurat na mnie padł wielki zaszczyt siedzieć obok dwojga) wylądowaliśmy na lotnisku Madryt Barajas. Tam był umiarkowany klimat.
I zaczęło się zwiedzanie pięknej stolicy Hiszpanii. Pierwsze, co zobaczyliśmy, to Puerta del Sol (brama słoneczna) – właściwie w samym centrum Hiszpanii skąd rozchodzą się najstarsze uliczki miasta. Stąd zaczęliśmy zwiedzanie miasta. Tak jak to było pierwszego dnia (wiedząc, że przyjechaliśmy wieczorem, zmęczeni)to wieczorem poszliśmy zobaczyć jeszcze Fontanę, która też znajdowała się na tym placu, i w końcu poszliśmy do hotelu San Marcos. Malą ciekawostką jest to że dzień niczym nie różnią się one od pozostałych. Jednak w nocy dzięki pięknym i kolorowym światłom noc stają się czymś niesamowitym, zapierającym dech w piersiach.
Kolejnego dnia obejrzeliśmy madrycką katedrę La Almudena która została ukończona w roku 1992 r., na pięćsetlecie odkrycia Ameryki, zaś jej budowę rozpoczęto pod koniec XIX wieku. W nocy, dzięki wspaniałemu oświetleniu, jej białe ściany mienią się feerią barw. Pełna nazwa tej świątyni to Nuestra Senora de la Almudena. Zewnątrz budowla zdobiona jest w stylu neoklasycznym, podczas gdy wewnątrz dominuje klimat neogotycki. Krypta jest z kolei w stylu neoromańskim. Jest to pierwsza hiszpańska katedra poświęcona przez Papieża i pierwsza, którą Jan Paweł II poświęcił poza Rzymem znajdująca się w centrum miasta. Najbardziej przykuło moją uwagę staranne i dokładne wykonanie szczegółów.
Następnie udaliśmy się do El Palacio Real (Pałac Królewski). Nasza trasa obejmowała 25 komnat, łącznie z królewskim arsenałem i apteką. Oryginalny pałac, wybudowany przez Habsburgów, spłonął w Boże Narodzenie. Plan obecnej budowli został oparty na rysunkach Berniniego sporządzonych dla Luwru. Budowę pałacu ukończono w połowie XVIII wieku. Obecna rodzina królewska na stałe mieszka w skromniejszej rezydencji na zachodnich obrzeżach miasta, natomiast z pałacu korzysta tylko przy okazji uroczystości państwowych (np. wesela). Największą atrakcją dla nas była Sala del Trono (Sala Tronowa), w której znajdują się nowe trony, skonstruowane specjalnie dla obecnego króla i królowej Juana Carlosa i Sofii, oraz cudowny sufit pokryty freskami sławiącymi wielkość Hiszpanii. Spośród budynków przyległych do pałacu zobaczyliśmy Armeria Real (Zbrojownia Królewska), olbrzymie pomieszczenie z dużą kolekcją broni. W Biblioteca Real (Bibliotece Królewskiej) wśród niezliczonej liczby woluminów jest też między innymi pierwsze wydanie Don Kichota. Zajrzeliśmy też do XVIII-wiecznej apteki, Farmacia, której ściany są obłożone różnymi słoikami i fiołkami z lekarstwami. Po takim olbrzymim Pałacu szybko zmęczyliśmy się. I dotarliśmy do Placu Hiszpańskiego na którym znajduje się pomnik Cervantesa oraz bohaterów z jego utworu: Don Kichota, Sancho Pansa i Dulcynei. Zaś pomnik Kolumba zobaczymy na placu o imieniu wielkiego odkrywcy (Plaza de Colón). Obok niezwykła fontanna, gmach Biblioteki Narodowej oraz Muzeum Archeologiczne. Po drodze z Pałacu trafialiśmy do rożnych parków. Kolejnym punktem zwiedzania była Świątynia Debot. Jest to starożytna świątynia z II wieku p.n.e., podarowana Hiszpanii przez Egipt w ramach podziękowania za pomoc przy ocaleniu świątyni nubijskiej i była poświęcona kultowi bogów egipskich Amonowi i Izydzie. Świątynia ustawiona została w Parque de la Montana, na skarpie w pobliżu Pałacu Królewskiego. I tak doszliśmy do końca dnia naszego zwiedzania, i poszliśmy znowu do hotelu czekając na kolejny piękny dzień zwiedzania czegoś nowego.

Trzeci dzień rozpoczęliśmy z Museo Del Prado, które należy do najstarszych i największych kolekcji sztuki na świecie. W muzeum podziwialiśmy wspaniałe dzieła sztuki gromadzone przez hiszpańską rodzinę królewską oraz obrazy namalowane przez hiszpańskich artystów pochodzące z różnych epok i zbierane przez stulecia. Całość obejmuje około 7000 płócien, z których 1500 na stałe udostępniono zwiedzającym. Największą atrakcją muzeum są kolekcja obrazów flamandzkich, w tym prawie wszystkie najlepsze dzieła Boscha, oraz wystawa malarstwa hiszpańskiego, między innymi el Greca, Velazqueza, Goi. Trzeba pamiętać, że przy najszczerszych chęciach jeden pełny dzień nie wystarczy na zwiedzenie całego muzeum więc zrobiliśmy sobie przerwę w przytulnej kawiarni na dole. Następną atrakcją był Museo Naval czyli muzeum morskie usytuowane przy Paseo del Prado . Gromadzi zbiory związane z historią hiszpańskich podróży morskich i rozwojem marynarki. Wśród eksponatów znajduje się m.in. mapa de Juan de la Cosa, relacje z podróży Krzysztofa Kolumba, liczne mapy, przyrządy nawigacyjne i modele statków. Tak jak już wspominałam na początku o wybitnych sportowcach piki ręcznej, wybraliśmy się na ich mecz. W grupie B Ligi Mistrzów wicemistrzowie Polski przegrali na wyjeździe z Atletico Madryt 27:28. Rywal był zdecydowanym faworytem, ale kielczanie mogli wywieźć z Hiszpanii znacznie lepszy wynik. Zadecydowały błędy w końcówce. Ale nawet świętowaliśmy przegrane. I znowu koniec dnia. Czekał na nas hotel.
Ostatni dzień w Madrycie poświęciliśmy początkowo na zwiedzanie gigantycznego stadionu Santiago Bernabéu na którym na co dzień gra Real Madryt. Stadion Santiago Bernabéu został oficjalnie otwarty 14 grudnia 1947 roku – z tej okazji Real Madryt rozegrał mecz towarzyski z Os Belenenses. Był wielokrotnie przebudowywany – po przebudowie zyskał miano największego stadionu świata, obecnie mieści na trybunach ponad 80 tysięcy ludzi. Jest też siedzibą między innymi klubowego muzeum do którego też trafiliśmy. Stadion Realu Madryt był areną finału drugiej edycji Pucharu Mistrzów, finału ME 1964, finału MŚ 1982, a także kilku finałów Copa del Rey i spotkania papieża Jana Pawła II z młodzieżą. Stadion jest jednym z dwudziestu sześciu obiektów, którym przyznano pięć na pięć gwiazdek. Później mieliśmy wolny czas, żeby kupić ostatnie pamiątki z Madrytu. Następnie zwiedziliśmy Plaza Mayor (rynek) który był ogromnym, wybudowanym z rozmachem plac do którego dochodzi sie Ulica Główna średniowiecznego miasta. Dowiedzieliśmy się iż tutaj koronowano królów, tu organizowano demonstracje i obchody, tutaj miały swoje premiery sztuki Lope de Vegi i innych, tu odbywały się korridy i stąd najszybciej rozchodziły się. Na terenie samego placu przed Bożym Narodzeniem można tu kupić różne ozdoby i dewocjonalia. Ostatnim punktem naszej wycieczki był znowu Plac De Sol. Po długiej wycieczce mieliśmy okazję znaleźć chodnik w którym widnieje wmurowana płyta kamienna z napisem Kilometr Zero, która znajdowała się w południowej części placu, przed wieżą zegarową.
Znowu piękny ranek i zbiórka pod hotelem o 11.30. Tak jak kolejny punkt to Valladolid więc musieliśmy dostać się na dworzec Dworzec Atocha jest największym dworcem kolejowym w Hiszpanii i posiada połączenia z całym krajem. Weszłam do środka stacji i poczułam się jak w centrum handlowym. Istotnie, ponieważ większość powierzchni dworca to powierzchnia handlowa, do tego dochodzą bary a nawet podobno dyskoteka. Moje zaciekawienie jednak wzbudziła palmiarnia, która znajdowała się wewnątrz, zwłaszcza że rośliny produkują dużo tlenu, który dla takiego miejsca jak hala dworcowa przy 40 stopniowym upale w lecie są wybawieniem. Oprócz palm była również sadzawka z żółwiami, które są chyba najpopularniejszą atrakcją dworca. Punktualnie o 13 mieliśmy autobus. Miła podróż, i kolejne ciekawe dni.

W Valladolid gorąco przyjęli nas hiszpańscy uczniowie i ich rodzice, razem z nimi udaliśmy się do ich domów. Następnego dnia zbiórka w szkole była o 9.10. Trochę zdziwił nas rozmiar tej szkoły, była dość mała. Pierwsza lekcja, to fizyka. Najciekawszym punktem tego dnia była taneczna lekcja „Flamenco”. Potem Zwiedzaliśmy miasto autobusem. Następnego dnia każdy uczeń chodził ze stresem, ponieważ właśnie mieliśmy zaprezentować swoje prace , które przygotowaliśmy w swoich kraju. Muszę przyznać, że strasznie się denerwowała, ale po zakończeniu prezentacji już spadł kamień z serca. Następnie mieliśmy lunch i po lunchu poszliśmy na jazdę na łyżwach oraz ćwiczeń gimnastycznych. Było świetnie!. W piątek 2.12.2011 pojechaliśmy do „bajkowej” Segowii.
Segovia to 56 tysięczne miasto usytuowane w środkowej części Hiszpanii. Zobaczyliśmy takie miejsca jak Acueducto i Alcazar. Później pojechaliśmy zwiedzić zamek Penafiel. I tak skończył się nasz dzień. W sobotę (czyli kolejny dzień) mieliśmy wolny dzień i był program według sugestii nauczycieli, którzy zaplanowali wycieczkę do Salamanki. Ja akurat nie pojechałam, ale uważam że było to piękne miasto. Wieczorem mieliśmy dyskotekę na pożegnanie. I oczywiście chodziliśmy zapłakani. Ale świetna atmosfera, muzyka, taniec sprzyjały zaprzyjaźnieniu się uczestników wymiany.
Ostatniego dnia mieliśmy zbiórkę i odjazd z Valladolid około godziny 8.30. Żal było odjeżdżać, żal było żegnać się z naszymi nowymi przyjaciółmi. A później od godziny 15.30 do godziny 19.05 już byliśmy w Warszawie. A w domu o 23.00. Tak skończyło się nasze niezwykłe spotkanie z Hiszpanią. Nowi znajomi z różnych stron świata, oszałamiające krajobrazy, cudowne zabytki, zwyczaje, których nie znaliśmy, smaki, o których nie mieliśmy pojęcia. Długo przygotowywaliśmy się do tej wizyty, ale wiem jedno – było warto. Mamy tę wyjątkową okazję, aby z Comeniusem urzeczywistniać swoje marzenia wyjeżdżając do różnych krajów. Chociaż teraz zostały nam tylko zdjęcia i kontakty na facebooku.

Wiktoria Tarasowska II c LO