Dzień za dniem w Brukseli. Kartki z pamiętnika Magdy – zwyciężczyni konkursu profesor Leny Kolarskiej – Bobińskiej

Zapraszamy do obejrzenia zdjęć i przeczytania relacji Magdy Falenty z 3c liceum o swoich wrażeniach z pobytu w Brukseli.

poniedziałek, 8 X 2012

Tego cudownego dnia wyruszyłam na długo oczekiwaną wycieczkę do Brukseli,
do Parlamentu Europejskiego, wygraną w konkursie na esej o Partnerstwie Wschodnim. Podczas podróży autokarem do Warszawy na lotnisko, nie opuszczały nas dobre humory – głównie z powodu pogody, zapowiadającej się wyśmienicie. W drodze poznawaliśmy się wzajemnie – w końcu stanowiliśmy sporą grupkę. Koło 17-tej byliśmy już na lotnisku, gdzie czekała na nas przemiła pani Eliza. To ona dała nam bilety, a potem każdy z nas musiał przejść całą procedurę odprawy. Byłam podekscytowana, bo pierwszy raz miałam lecieć samolotem. Wystartowaliśmy około 18-tej, a lot trwał 2, 10 h. O tej porze jeszcze widzieliśmy, jak zachodzi słońce i podziwialiśmy chmury przypominające kłębki waty cukrowej – to był naprawdę piękny widok. W końcu wylądowaliśmy na lotnisku w Charleroi w Brukseli, gdzie przywitała nas mżawka i przenikliwa wilgoć. Po zakwaterowaniu w hotelu, o dość późnej porze, poszliśmy coś przekąsić do pobliskiego baru – jedliśmy brukselskie frytki oraz bułkę z kurczakiem i warzywami. Było naprawdę smacznie…

wtorek, 9 X 2012

Mimo prognoz przewidujących ciągły deszcz, następnego dnia od samego rana świeciło słońce. O 8.30 pojawiliśmy się na śniadaniu, a po nim udaliśmy się do pobliskiego metra, którym pojechaliśmy do głównej atrakcji wycieczki – Parlamentu Europejskiego. Tam mieliśmy okazję przyjrzeć się bliżej pracom komisji parlamentarnych. Najpierw jeden z pracowników objaśnił nam, jaka jest struktura Parlament oraz na czym polega praca polityków. Następnie odbyła się bardzo interesująca rozmowa z panią profesor Leną Kolarską-Bobińską na temat jej zajęć, Unii Europejskiej i planów na przyszłość. Dowiedzieliśmy się, że pani profesor jednocześnie zasiada w trzech komisjach – ds. Przemysłu, Badań Naukowych i Energii, Komisji Rozwoju Regionalnego i Komisji Petycji, jest członkinią dwóch delegacji ds. Indii i Iranu, i ponadto ma już wyznaczony bardzo napięty grafik na 2013 rok, więc wie, co każdego dnia będzie robiła. Później zadawaliśmy pytania, np. o gaz łupkowy, o który są spory i negocjacje. Po dyskusji profesor Lena Kolarska-Bobińska oprowadziła nas po Parlamencie Europejskim, pokazała obszerne korytarze, którymi codziennie chodzi i spotyka się na nich z różnymi osobami, skrzynki pocztowe każdego posła itp. Dotarliśmy też na 14 piętro, gdzie znajduje się siedziba posłanki do Parlamentu Europejskiego, Leny Kolarskiej-Bobińskiej. To są małe dwa pokoiki, które pełnią funkcję gabinetu. Każdy z nas dostał gadżety: eko torbę, w której znalazły się dwa długopisy, ołówek, niebieski miś, notesik oraz książeczka z kalendarzem prac na 2012 rok. Następnie pożegnaliśmy się, ponieważ nasza przewodniczka musiała iść na posiedzenie Komisji ds. Przemysłu, Badań Naukowych i Energii. Mieliśmy się jeszcze spotkać na kolacji w renomowanej restauracji „Chez Leon”, mieszczącej się w centrum miasta. Po opuszczeniu 14. piętra zeszliśmy zjeść lunch w parlamentarnej restauracji, gdzie znajduje się wiele smakowitych dań, począwszy od zup, kończąc na różnorodnych deserach. Można było dostać oczopląsu od patrzenia na to wszystko. Po obiedzie był wolny czas na zakupy oraz podziwianie uliczek na Grand Place – pięknym placu, kunsztownie zdobionym budynkami jeszcze z końca XVII wieku. Każdy powędrował w swoją stronę, by odpocząć i kupić brukselskie smakołyki, które można bardzo łatwo odnaleźć, ponieważ butiki mieszczą się prawie obok siebie. O 19-tej wszyscy wyruszyliśmy na kolację z udziałem profesor Leny Kolarskiej – Bobińskiej. Tam mieliśmy okazję porozmawiać na absorbujące nas tematy. Podano nam, jako pierwsze danie, zupę-krem z groszku zielonego z dodatkiem brokułu. W międzyczasie chętnie skosztowałam brukselski specjał – mule. To nic innego niż niewielkie małże, zachwycające swoją delikatnością. Mimo opowiadań na temat ich mulastego smaku, z pewnością zjem je ponownie. Na sam koniec zaserwowano mus czekoladowy – dla mnie, czekoladożercy był istnym „niebem w gębie”.

środa, 10 X 2012

Ostatni dzień w Brukseli spędziliśmy na zwiedzaniu zabytków z panią przewodnik. Najpierw w hotelu opowiedziała nam ciekawostki o tym mieście. Dowiedzieliśmy się, że Bruksela zawdzięcza swoją nazwę położeniu na podmokłych terenach sąsiadujących z rzeką Senne. Wiecie, że Broekzele oznacza „wieś na bagnach”? Jest też pierwszą z wielu osad Celtów utworzoną w VI wieku. A potem ruszyliśmy do centrum. Na sam początek przewodnik zaprowadził nas na codzienny Pchli Targ, inaczej zwany rommelmarkt’em – bazar rzeczy używanych, gdzie pomiędzy starymi niepotrzebnymi rzeczami, można czasem znaleźć prawdziwe skarby. Potem zwiedziliśmy kościół Notre Dame de la Chapelle – zbudowanego między 1210 a 1300 r. Jest to najstarszy kościół w Brukseli. Notre Dame de la Chapelle jest doskonałym przykładem łączenia stylu romańskiego z gotyckim. Można tam zobaczyć obrazy Rembrandta van Rijha oraz Petera Paula Rubens. Następnie przeszliśmy obok Katedry św. Michała i św. Guduli, Biblioteki Królewskiej im. Alberta I, aż dotarliśmy do największego dworca Brukseli i zarazem w Belgii – Bruxelles Midi. Stamtąd wybraliśmy się do symbolu państwa – Manneken PiS. Ów chłopiec był synem jednego z królów belgijskich. Podczas polowania w lasach znajdujących się (niegdyś) wokół Brukseli, malec zaginął. Król rozkazał przeszukać wszystkie pobliskie lasy, jednak nikt nie mógł odnaleźć dziecka. Dopiero po kilku dniach, gdy wszyscy stracili już nadzieję na odszukanie królewicza, pewien leśniczy, bardzo spragniony, usłyszał szemrzący strumyczek. Odsunął gałęzie oddzielające go od źródła wody i zobaczył nagiego, siusiającego chłopca. Manneken PiS ma siostrę Jeanneke PiS, stworzoną po to, by przyciągać turystów do ulic znajdujących się z drugiej strony Grand Place. Siusiający chłopiec jest bardzo często przebierany w stroje ofiarowane przez stowarzyszenia kulturalne, rzemieślnicze, regiony oraz oficjalne delegacje państwowe. Do czerwca 2007 Manneken Pis otrzymał 789 różnych strojów, które przechowywane są w Muzeum Miasta Brukseli. Po obejrzeniu prawie wszystkich zabytków miasta znaleźliśmy się na Grand Place. Tam zrobiliśmy grupowe zdjęcia oraz mieliśmy wolny czas, dzięki któremu mogliśmy popatrzeć na architekturę niezwykłego miasta i zrobić zakupy przed powrotem do Polski. Potem jeszcze powrót do hotelu po zostawione tam wcześniej bagaże i przejazd na lotnisko w Charleroi, lot do Warszawy i nocny powrót do Lublina na plac Zamkowy.

Wszystko co dobre, niestety, szybko się kończy. Moja przygoda z Brukselą też dobiegła końca. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że jeszcze kiedyś tam wrócę…